Gorzkie Żale cz. 2

Zapewne każdy z nas potwierdzi to, że ówczesny świat zdominowany został przez sekty. Można powiedzieć, że dzisiaj jest moda na religię. Im bardziej ona jest tajemnicza, niezrozumiała tym bardziej pociąga tych, którzy pragną oderwać się od normalności, żyć nową jakością, stworzyć sobie nowy model życia. Lecz wkrótce Ci, którzy zostali w to zaangażowani czy inaczej mówiąc wciągnięci, zauważają, że wiele w tym jest sprzeczności, to co było im obiecane na początku przerodziło się w koszmar.

Czasami później trudno jest odejść. Obecne jest wówczas zastraszenie, wyzysk, przemoc czy gwałt. Lecz jak wiemy początek zupełnie jest inny. Najpierw są obietnice, miła atmosfera wręcz rodzinna, zaproszenie na spotkanie i propozycja włączenia się do wspólnoty, która obiecuje odmianę życia, która obiecuje życie w szczęściu i radości. Często temu towarzyszą środki odużające, narkotyki, aby stan świadomości był zachwiany. Seanse, medytacje, zapach palonego kadzidła, żywność wegetariańska no i wreszcie ostre zasady postępowania, nieludzkie traktowanie, to to co sprzyja klimatowi tych sekt.

Ogólnie panuje atmosfera życzliwości i tak zwanej miłości, tak zwanej, bo wszystko odbywa się w zakłamaniu uczestników a cała prawda jest znana tylko nielicznym, głównie tym, którzy są przywódcami. Gdyby jednak ktoś chciał opuścić grupę, praktycznie staje się to niemożliwe. Tutaj zaczyna się dopiero piekło. Tym jednak którym udało się opóścić kręgi sekty, z wielkim bólem wspominają tamte dni. U wielu uraz psychiczny pozostaje na całe życie. Wielu zapada na jakieś choroby czasami są to choroby nieuleczalne, poswtałe na skutek okaleczeń fizycznych. Nikt jednak nie chce tam powrócić, co więcej odradzają wstąpienia każdemu kto pyta ich o przeżycia. Tak oto w skrócie można ukazać problem dzisiejszego świata. Jedna z wielu myśli jaka nasuwa się na skutek przemyśleń dotyczących istnienia sekt brzmi; kłamstwo i zniewolenie.
Można pytać więc, dlaczego człowiek, szczególnie młody daje wciągnąć się w takie piekło? Składa się na to kilka powodów, mianowicie: kryzys wartości, słaba rodzina oraz brak wiary w tego kto naprawdę jest Bogiem, zupełnie odmiennym jaki lansuje świat.
Człowiek nie lubi monotonii życia, pragnie się wybijać, wspinać na stanowiska, imponować po to, aby coś w życiu osiągnąć a także czasami aby być zauważonym, docenionym a może i też wreszcie kochanym. Jest to pragnienie zupełnie ludzkie, każdy z nas chce być szanowany, dowartościowany i ceniony. Chcemy żeby nas ktoś dostrzegł i pochwalił. Czasami człowiek poświęca na to wiele czasu i środków, obiera pewną drogę życia, wytycza sobie zadania, które chciałby realizować w życiu. Znamy wiele postaci historycznych, których sława rozeszła się po całym świecie. Ona to mówiła o nich dobrze a innych potępiała. Potrafili oni składać różne obietnice i przysięgi, które miały dotyczyć nowych jakości życia, dobrobytu czy szczęścia. Wielu udawało się to w większym czy mniejszym stopniu, lecz nikt nie uczynił tego w pełni. Nikt też nie potrafił ogłosić recepty na szczęście, bo nikt nie mógł jej dać. Wielu ludzi oddziela to szczęście z chorobą, bólem czy cierpieniem. Wielu ciągle jeszcze szuka i ciągle nie znajduje. Zdawało by się, że Bóg sam tylko wie czego człowiekowi potrzeba i On sam tylko jest w stanie mu to dać. I tak też się stało. Nikt by nie przypuszczał, że sam Bóg zstąpi z nieba i osobiście ogłosi człowiekowi drogę do tego upragnionego szczęścia. Wydawałoby się, że spotka go wielka pochwała i akceptacja od każdego wówczas żyjącego człowieka. Jednak stało się zupełnie odwrotnie.
Blisko 2000 lat temu w Jerozolimie miał miejsce proces pewnego człowieka, który wyznał przed radą przysięgłych, że jest Mesjaszem. Przyznał się On do tego, że jest Bogiem, Posłanym, który zbawi świat. Pochodził z Nazaretu i zwał się Jezusem.
Dowodem na to jest przeczytany przed chwilą fragment Ewangelii św. Mateusza. Rysuje nam proces Jezusa wobec rady żydowskiej oraz zaparcie się Piotra. To tutaj Jezus przyznaje się, że jest Mesjaszem, Zbawicielem świata. Przyznaje się do tego, że jest Bogiem, który przyszedł na świat, aby wyzwolić lud z jego grzechów. W mentalności rabinistycznej Mesjasz miał wyglądać inaczej od tego, który stał przed najwyższą radą. Widok Jezusa rzeczywiście nie wskazywał na tego jakiego wyobrażali sobie żydzi: oto zwykły człowiek, bez żadnych cech charakterystycznych, które przemawiałyby za jego wypowiedzią i na dodatek miał związane ręce sznurem. Był jak niewolnik. Wprawdzie oczekiwali oni nadejścia Mesjasza, ale w Jezusie Go nie rozpoznali. Ta ich nieświadomość, albo raczej zatwardziałość ich serc, nie pozwalały na to, aby właśnie w Nim, synu cieśli dostrzec oczekiwanego Zbawiciela. Wyobrażenie ich o Mesjaszu było takie, że miał to być przywódca rewolucyjny, który wyzwoli Izraela z ucisku.
Sam Jezus nie poraz pierwszy w tym momencie wyznaje, że jest Mesjaszem. Wskazują na to Jego wcześniejsze wypowiedzi i czynności pośród ludu izraelskiego. Przypomnijmy wyznanie Jana Chrzciciela, który powiedział o Jezusie; „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” czy też oświadczenie Andrzeja do swojego brata Szymona: „Znależliśmy Mesjasza – tzn.: Chrystusa”. Co prawda Jezus na początku Swej działalności nie mówił od razu wprost, że jest Mesjaszem, lecz ukazywał to przede wszystkim czynem lecząc, uzdrawiając i nauczając lud, który się wokół Niego gromadził. Na pytanie uczniów Jana; „Czy ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać” – Jezus odpowiada: „Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię”. Tak oto Jezus potwierdzał Swe posłannictwo i tak je na początku oznajmiał. Przyciągał do siebie wielkie rzesze ludzi, a szczególnie tych, których nękały jakieś dolegliwości: chorych, cierpiących, ubogich i grzesznych. Znaczące jest tutaj także wyznanie Piotra, który odpowiada Jezusowi na pytanie za kogo uważają Jego ludzie. Wówczas Piotr odpowiada:” Ty jesteś Mesjasz”. Również Jezus przyznaje się do Swego Mesjańskiego pochodzenia w rozmowie z Samarytanką przy studni Jakubowej. Na słowa kobiety: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie objawi nam wszystko – Jezus oznajmia wprost: „Jestem nim Ja, który z Tobą mówię”. Ludzie już później zaczęli się domyślać i kojarzyć, że Ten Jezus może być Mesjaszem. Mówili: Czyż Mesjasz, kiedy przyjdzie, uczyni więcej znaków niż On uczynił?”. Mimo wypowiedzi samego Jesusa, Jego uczniów czy innych jeszcze ludzi, nie chciał aby rozgłaszano tę prawdę publicznie, że jest On Mesjaszem. Wolał, aby każdy sam widząc Jego czyny i poznając Jego naukę mógł dojść do tego sam. Wiedział iż same słowa są słabym przekazicielem prawdy. Poza tym zmuszał do czynnego zaangażowania się w poznanie Jego Boskiej Osoby. Nie bronił nikomu przychodzić do siebie a widząc w nich wiarę przygarniał ich obdarowując ich nadzieją i radością.
Był wierny prawdzie od początku do końca. Służył jej, bo wiedział, że pochodzi ona od Ojca. Znał jej cenę i nigdy nie zawachał się aby ją zdradzić. Nikt nie wyobrażał sobie wówczas takiego Mesjasza, który będzie skazany i wkrótce zabity jak ostatni zbrodniarz czy przestępca.
Tymczasem cała starszyzna żydowska stanowiąca Sanhedryn, czyli najwyższą radę widząc, że lud tłumnie gromadzi się przy Jezusie, wydała zakaz: „gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi”. Tak więc odpowiedzią na działalność Jezusa, była ich nienawiść. Ich błędne pojęcie Mesjasza, potęgowało złość do Jezusa, który zamiast przywództwa wybrał służbę i ofiarę. Za taką postawę, postawę miłości, wkrótce orzekają o pojmaniu i zabiciu tego człowieka.
I oto staje przed nimi człowiek pojmany przez straż, ubrany w długą tunikę, z wyglądu nie wyróżniający się od innych mieszkańców tamtejszej okolicy, a jednak znany wszystkim, którzy widzieli Jego miłosierną działalność. Najwyższym kapłanom, którzy znali i badali pisma, którzy dbali o świątynię, święta, przepisy i proroctwa, Jezus zapytany przez jednego z nich: Czy ty jesteś Mesjaszem, On odpowiada: Tak ja Nim jestem. Te słowa wywołały oburzenie i spotęgowały złość wśród zebranych żydów.
Jezus przez całą Swą działalność świadczył o Swoim bóstwie, mówił i czynił to wszystko w imieniu samego Boga. On jako Syn objawia Bogu Ojcu o Jego miłości tym wszystkim do których został posłany. Największą złością żydów było to, że czynił siebie równym Bogu. Wiedzieli oni jednak o tym wcześniej i już wówczas wydali na niego wyrok śmierci. Proces miał być tylko formalnym aktem, który miałby niby rozstrzygnąć sprawę Jezusa z Nazaretu. Na słowa Jezusa rada jednogłośnie odpowiada; Winien jest śmierci! Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go i szydzili.
Nie myślmy jednak, że taka postawa złości i nienawiści wobec prawdy, do której zdolny jest człowiek jest przeszłością. Nie zakończyła się ona z chwilą śmierci Jezusa. Trwa ona do dzisiaj i w dzisiejszym świecie jest ona obecna i realizowana. Przypomnijmy chociażby postaci zamordowanych ostatnimi laty: św. Maksymilana Kolbe czy ks. Jerzego Popiełuszkę. To Ci, którzy byli wierni prawdzie, że Jezus jest Mesjaszem, jedynym Zbawicielem człowieka, któremu należy się posłuszeństwo i całkowite oddanie. A ilu jest, których nie znamy z imienia i nazwiska którzy oddali swe życie, bo byli wierni prawdzie. A ilu jest także takich, którzy odwrotnie, występowali przeciwko tej zbawczej prawdzie.
Ten Jezus, który przyszedł od Ojca, aby ukazać nam Jego miłość i obiecać nam wyzwolenie, nie jest rozumiany przez dzisiejszy świat. Nawet Piotr, Jego wierny uczeń opuścił Go trzy razy się wypierając jakoby On nie miał nic wspólnego z Oskarżonym.
Można zestawić postawę faryzeuszy i św. Piotra: ci pierwsi wskazują na postawę człowieka złego do końca, który ma serce z kamienia, twierdzi, że wie wszystko najlepiej i nie myśli o tym, aby zmienić swoje postępowanie. Św. Piotr to ten typ człowieka, który zapiera się, ale ze strachu, lecz później powraca i daje wielki wyraz swojej wiary.
Nam nie wolno trwać w grzechu, bo przyjmujemy postawę tych, którzy skazali Jezusa. Aby móc powrócić do Niego należy uznać Go jako Mesjasza, który posiada Boską moc przemiany serca człowieka, jest w stanie dać mu pełne szczęście i radość. Aby otrzymać to wszystko, należy z pokorą i miłością uznać swoją małość, bezradność wobec zła, swoich słabości i szczerze otworzyć się na łaskę Boga. Ponadto w tym uniżeniu należy Mu bezgranicznie zaufać; zaufać w to, że może nam pomóc i On jako Jedyny posiada taką moc przemiany. Pragnie nam pomagać, jest zawsze blisko nas. To On mówił do tych, którzy zbierali się wokól Niego: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię.”
Nasza postawa musi przypominać postawę św. Piotra, który jednak powraca do Jezusa, ale już po Jego śmierci i zmartwychwstaniu. On zaś obdarza Go mocą do walki ze złem. Piotr już do końca swojego życia pozostał przy Jezusie, służąc Mu przez realizację tej misji jaką zlecił mu Zbawiciel: kierować pierwotnym Kościołem na ziemi.
Każdy z nas nosi w sobie skutki grzechu pierworodnego. Przejawia się to w tym, że ciągle upadamy. Lecz zawsze musimy powstawać, bo stan grzechu sprowadza nas na drogę zła a trwanie w nim na potępienie. Zal za grzechy i szczera spowiedź muszą być kolejnym krokiem po upadku. Bóg nikogo nie odrzuca, miłuje każdego i każdy ma u Niego swą najwyższą wartość, choćby był największym grzesznikiem.
Jezus objawił się jako Mesjasz i za to oddał Swoje życie. Nasza wiara wymaga także odwagi i konkretnych decyzji. Opowiedzenia się za lub przeciw, powiedzenia „tak” lub „nie”. Słowa tu nie wystarczą. Wszystko zaczyna się od czynu i na nim się kończy. Jezus objawiając się nam jako Mesjasz ukazał kto jest naprawdę tym, który może człowiekowi całkowicie pomóc. Wskazał na Swoją osobę, jako na tego, który jest drogą, prawdą i życiem. Znakiem nieodłącznym, który towarzyszy Jezusowi od momentu narodzin jest krzyż a tu szczególnie przy tej wypowiedzi Jezusa, który mówi: że jest Mesjaszem, ukazuje się on najwyraźniej jako reakcja na te słowa. To on, ten krzyż i to cierpienie sprawiło, że uczniowie na czele ze św. Piotrem opuścili Jezusa. To krzyż sprawił, że i faryzeusze bali się przyznać do swoich grzechów. Dlatego wiara, nasza wiara ma być przez nas pogłębiana i realizowana w życiu. Konsekwencje dochowane wierności Jezusowi znamy: są to radość, szczęście, ale i cierpienie i prześladowania. Nawiązując sytuację z procesu Jezusa do sytuacji naszej należy się zapytać patrząc na swoją wiarę: jaką ja bym przyjął postawę tam wtedy wobec Jezusa? Ile jeszcze muszę uczynić w moim życiu, aby zmienić moje postępowanie, styl życia, może niewłaściwe poglądy? Muszę się spytać także czy bronię mojej wiary w różnych dyskusjach, czy nie mam jakiejś swojej wizji życia, swojej wizji szczęścia, zbawienia? Jeżeli Jezus Chrystus jest dla mnie Mesjaszem, to uczynię dla niego wszystko i będę się starać trwać przy Nim do końca mego życia.
Widzimy sami, że zaangażowanie się Boga w nasze zbawienie jest wielkie, dlatego On oczekuje od nas takiej samej postawy. Niczego nam fałszywie nie obiecuje, jest wierny, obdarza nieskończoną miłością, a jednocześnie szanuje naszą decyzję, bo uczynił nas wolnymi.
Można pytać: w której religi Bóg angażuje się bardziej niż Jezus Chrystus? Gdzie Bóg jest bliżej człowieka niż Jezus Chrystus? Próbując odpowiedzieć na te pytania, nie znajdziemy żadnej konkretnej odpowiedzi.
To wszsytko stanowi zupełną odwrotność wspominanych na początku sekt i podejścia ich do człowieka.
„Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Niego: „Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko Tobie?” Lecz Jezus milczał. A najwyższy kapłan rzekł do Niego: „Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?” Jezus mu odpowiedział: : Tak, Ja Nim jestem.”
Tak więc jeśli prawdziwie wierzysz to: uczyń Jezusa swoim Panem i Mesjaszem. On ciągle żyje i działa w Kościele, czeka na otwarcie twego serca. Nie bój się i zaufaj Mu. Jest przecież Bogiem – Twoim Bogiem. Amen.

Copyright © Ks. Marek Jodko
www.marekjodko.pl

hastagi na stronie:

#oto baranek boży który gładzi grzechy świata - kazanie













Authors








Top