Zaufaj Panu już dziś!

Błogosławię dzień, w którym pielgrzymowałam do sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach. Tam przedstawiłam Jezusowi Miłosiernemu moją wielką prośbę o nawrócenie męża, który od dnia naszego ślubu nie był do spowiedzi. Błagałam, chociaż o jedną wspólną Komunię świętą. W 1994 roku mieliśmy wypadek samochodowy. Przeżyliśmy tę katastrofę, nikt nie zginął, choć bardzo byliśmy poturbowani. I właśnie wtedy Pan spełnił moją prośbę. Do domu przyjechał kapłan, wysłuchał spowiedzi mojego męża i udzielił nam Komunii świętej. Mąż otrzymał także sakrament namaszczenia chorych. Po 40 latach przyjęliśmy Pana Jezusa razem, jak w dniu naszego ślubu. Mimo cierpienia byłam bardzo szczęśliwa. W następnych latach wspólnych Komunii świętych było więcej, ale za tę pierwszą po 40 latach szczególnie dziękuję.

Poproszono mnie kiedyś, abym poszedł z posługą kapłańską do ciężko chorych na raka, którzy przebywali w hospicjum. Tam dowiedziałem się od pani doktor, że na jednej sali leży chora, która jest świadkiem Jehowy. Przyszedłem na salę i zobaczyłem 80-letnią kobietę w ostatnim stadium raka. W szczerej rozmowie powiedziała, że kilkanaście lat temu wspólnie z mężem odeszli z Kościoła Katolickiego, bo zgorszyli się postawą jednego kapłana. Poleciłem ją Jezusowi Miłosiernemu i poprosiłem o następne spotkanie. W czasie drugiej rozmowy mocą Ducha Bożego głosiłem jej Dobrą Nowinę o Jezusie poszukującym zagubionej owcy. On przyszedł na ziemię szukać to, co zginęło. Czułem wyraźnie, że słowo Boże pada na podatny grunt. Później prosiłem tę kobietę o przebaczenie w imieniu tego kapłana, który swoją postawą zraził ją do Kościoła. W końcu powiedziałem do niej: Pani jest ciałem u świadków Jehowy, ale duszą w Kościele. Nic nie odpowiedziała, ale to rozdarcie było u niej bardzo wyraźne. Pod koniec naszej rozmowy dałem jej obrazek Jezusa Miłosiernego, który przyjęła z wdzięcznością. Trzy dni później zadzwoniłem do szpitala i dowiedziałem się, że ta kobieta jest umierająca. Wziąłem oleje święte i na piechotę (5 km) poszedłem do niej. Zdążyłem, jeszcze żyła. Uczułem, że ta dusza wróciła do Kościoła, udzieliłem jej sakramentów świętych i pomodliłem się słowami koronki do Miłosierdzia Bożego. Odniosłem wrażenie, że bardzo na to czekała. Zmarła pojednana z Bogiem na łonie Kościoła Katolickiego, do którego wróciła na łożu śmierci.

Przez 27 lat byłem z wiarą na bakier, nie chodziłem do kościoła, spowiedzi nie praktykowałem. Byłem pijakiem i żyłem w grzechach nieczystych. Po pewnym czasie straciłem pracę w kopalni i podejmowałem dorywcze zajęcia. Pieniędzy brakowało, więc tak się zaczęło okradanie rodziców, kolegów…, byle tylko starczyło na wódkę i kobiety. Gdy byłem już na dnie, poznałem starszą od siebie kobietę, która podała mi rękę. Ją też okradłem, ale mi przebaczyła. Z nią zacząłem chodzić do kościoła, ale na spowiedź nie mogłem się zdobyć, bo jakiś wstyd mnie wstrzymywał i myślałem, że nie otrzymam rozgrzeszenia. Wtedy zacząłem się modlić do Siostry Faustyny i prosiłem ją o pomoc w tej sprawie. Tak się złożyło, że do naszej parafii przyszedł młody kapłan. Jemu powiedziałem całą prawdę, a on doprowadził mnie do całkowitego nawrócenia. Z moją żoną wziąłem ślub kościelny, potem wpisałem się do kółka różańcowego w Częstochowie i codziennie odmawiam koronkę do Miłosierdzia Bożego. Dziś jestem człowiekiem szczęśliwym, żyję w zgodzie z Panem Bogiem i cieszę się miłością rodziny. A to wszystko zawdzięczam Miłosierdziu Bożemu, wstawiennictwu św. Siostry Faustyny i pomocnej dłoni mojej żony, która mnie nie odrzuciła, ale pomogła powstać do nowego życia

Starsza córka Michaela po ukończeniu szkoły średniej zdecydowała się pojechać do Niemiec, aby poznać lepiej język, a jak się nadarzy okazja – podjąć pracę. Z początku napisała trochę listów, ale z czasem było ich coraz mniej. Czułam, że z tracę z nią kontakt. Zorientowałam się, że rodzina, u której mieszka, wcale nie żyje po chrześcijańsku. Bałam się, aby nie dostosowała się do nich, dlatego z całą rodziną zdecydowaliśmy się pojechać do Niemiec, aby ją odwiedzić. Kiedy przyjechaliśmy, Michaela miała już swoje mieszkanie i przyjaciela, z którym żyła. Chcieliśmy, aby z nami wróciła do domu. W czasie rozmowy o jej teraźniejszym i przyszłym życiu doszło między nami do kłótni, po której odeszła ze słowami, że do domu nigdy nie wróci. Od tego dnia zaczęło się moje wielkie cierpienie. W moje ręce wpadła książka: Jezu, ufam Tobie. Zaczęłam ją czytać i modlić się słowami koronki do Bożego Miłosierdzia. Prosiłam bł. s. Faustynę, aby mi pomogła w sprawie powrotu córki do domu. Po pięciu miesiącach mojej codziennej modlitwy w tej intencji, otrzymałam pierwszy telefon od córki. A już za miesiąc, w następnej rozmowie telefonicznej, zapytała czy może wrócić do domu. Gdy po raz drugi zadzwoniła, chciała ze mną dłużej porozmawiać, ale obydwie bardzo płakałyśmy. Pojechaliśmy samochodem do Wiednia po Michaelę. W drodze modliłam się, a gdy skojarzyłam sobie, że jest to 60. rocznica śmierci św. s. Faustyny, wtedy zaczęłam z radości płakać i dziękować, że za jej wstawiennictwem Michaela wraca do domu.

Nasza dorosła córka mieszkająca z mężem w Ameryce składając nam wizytę przywiozła wiadomość o swoim „błogosławionym stanie”. Ta nieoczekiwana wiadomość wprawiła ją w niemały kłopot, gdyż nie tak dawno przeszła udar słoneczny, który jest rzeczą najmniej pożądaną dla matki oczekującej potomstwa. Poddała się dokładnym testom. Trzech lekarzy specjalistów zgodnie orzekło, że jeśli się dziecko urodzi, to będzie zdeformowane i bez szans przeżycia więcej niż 12 miesięcy. Lekarze z wyżej wymienionych względów radzili dokonać aborcji. My, jako rodzina katolicka, nie mogliśmy dopuścić do takiego rozwiązania. Ostateczna decyzja należała jednak do naszej córki i jej męża. Ona zdecydowała się urodzić dziecko, twierdząc, że to Bóg obdarował ich potomstwem i ma wobec nich swoje plany. Wszyscy, więc wraz z krewnymi i przyjaciółmi rozpoczęliśmy nieustanną modlitwę nowennową do Bożego Miłosierdzia za wstawiennictwem bł. s. Faustyny. I oto przyszła na świat upragniona Rachela, wcześniak z niedowagą. Ku wielkiemu zdumieniu lekarzy urodziła się zupełnie zdrowa, bez żadnych deformacji czy uszkodzeń wewnętrznych organów. Dziś mija rok i 6 miesięcy od szczęśliwego porodu, a mała Rachela zadziwia wszystkich swoją inteligencją. Nigdy nie ustaniemy w dziękczynieniu Bogu za cud Jego miłosierdzia.

Wiedziałem, że jestem wielkim grzesznikiem. Przez 9 lat nie byłem do spowiedzi, w domu awanturowałem się, przeklinałem i trwało to całe lata. Po przeczytaniu książki pt. Franciszkowi rycerze dowiedziałem się, jak żyją zakonnicy, jak kochają Matkę Bożą, jak dla Niej się poświęcają. Wtedy zacząłem, więc walczyć z grzechem, ale moje wysiłki nie przynosiły żadnego rezultatu. Przeczytałem Stary Testament, potem Nowy, przystępowałem do spowiedzi i Komunii świętej przez dziewięć pierwszych piątków miesiąca, mimo to nie mogłem sobie poradzić z grzechami. Do Komunii świętej mogłem przystępować tylko w dniu spowiedzi. W tej beznadziejnej sytuacji zwróciłem się z prośbą do s. Faustyny, aby mi wyprosiła u Pana Jezusa łaskę pobożności na jeden tydzień. Zacząłem odmawiać modlitwę do Miłosierdzia Bożego przez 9 dni, a w ostatnim dniu nowenny byłem do spowiedzi i Komunii świętej. Nie mogłem pojąć, co się stało, że przez tydzień nie grzeszyłem, mimo że się o to tak bardzo nie starałem. Byłem bardzo szczęśliwy. Po tym tygodniu powiedziałem sobie: teraz to ja już sam dam sobie radę. Niestety, od razu zgrzeszyłem. Byłem na siebie wściekły, że z tak błahego powodu upadłem. Przestałem chodzić na Mszę świętą, bo nie mogłem przyjąć Komunii świętej. Na drugi miesiąc znowu postanowiłem modlić się do Miłosierdzia Bożego, odprawić nowennę i prosić s. Faustynę o łaskę pobożności na dwa tygodnie. Siostra Faustyna i tę łaskę dla mnie wyprosiła. Po tym czasie znowu powiedziałem sobie: teraz to już naprawdę sam sobie poradzę. Kiedy minęło dwa tygodnie, znowu zgrzeszyłem. Uświadomiłem sobie wtedy, że bez łaski Bożej nie jestem w stanie nic dobrego uczynić. Za trzecim razem z pewnym strachem prosiłem s. Faustynę, aby jeszcze raz wstawiła się za mną i na miesiąc wyprosiła mi wytrwanie w łasce uświęcającej. Siostra Faustyna i tym razem wspomogła mnie wypraszając tę łaskę nie tylko na miesiąc. Od tamtej pory minęło już 11 lat, a ja regularnie chodzę do spowiedzi, codziennie uczestniczę we Mszy świętej, przyjmuję Pana Jezusa w Komunii świętej i wypraszam miłosierdzie duszom w czyśćcu cierpiącym. To wszystko zawdzięczam bł. s. Faustynie.

Przeżywałam kryzys wiary. Nie umiałam na ten temat rozmawiać, nie znałam nikogo, z kim mogłabym podyskutować, rozjaśnić zbierające się chmury. Tak to w tej ciemności zupełnie przypadkowo trafiłam do koła zajmującego się przedziwnymi ćwiczeniami (wahadlarstwo, różdżkarstwo, bioenergoterapia). Odkryto we mnie przedziwne możliwości, właściwości, o których nie miałam pojęcia. Zaczęłam uczęszczać na spotkania. Tam zetknęłam się z grupą ciekawych ludzi. Początkowo uważałam wszystko, co obserwowałam i przeżywałam, za dobre. Zaczęłam pomagać ludziom. Chodziłam na ćwiczenia medytacyjne, zaś człowiek, który je prowadził głosił, że jest wierzący i kocha Matkę Bożą. W tym czasie tragicznie zginęła moja koleżanka. Pewna kobieta, którą poznałam przy okazji uświadomiła mi, że ludzie, którzy tak mnie zainteresowali, nie zajmują się dobrymi rzeczami, że psychotronika, to coś niebezpiecznego; ostrzegała przed pójściem dalej. Ale ja jeszcze nie mogłam jej uwierzyć, bo ci ludzie pomagali innym. Chodziłam, więc na spotkania, lecz prowadzącemu ćwiczenia zadawałam pytania dotyczące spraw Boga. Skoro wszystko można rozwiązać, wiedzieć, wyleczyć, rozeznać…, to po co musiał przyjść na świat Jezus Chrystus i po co musiał umrzeć? Moje pytania były niewygodne, ale nikt się z nich nie wyśmiewał, uważano, że moja droga jest inna. Ta poznana kobieta pokazała mi Dzienniczek s. Faustyny. Otworzyłam na stronie z obrazem Miłosierdzia Bożego: Jezu, ufam Tobie. Długo wpatrywałam się w kolorowy wizerunek Miłosiernego Pana. Nie mogłam się doczekać chwili, by zacząć czytać. Po przeczytaniu paru stron, wszystko odłożyłam, by iść śladami s. Faustyny. Czytałam dzień i noc. Nie mogłam spać, nie mogłam nic robić, musiałam przeczytać Dzienniczek do końca. Zdawało mi się, że to do mnie Jezus mówi. Doznałam wstrząsu. Przestałam się bać Boga. Siostra Faustyna zauroczyła mnie swoją miłością do Jezusa, dokonała rewolucji w moim życiu.

Oto niewielki procent przykładów wielkiego miłosierdzia, jakie Bóg rozlewa codziennie na tych, którzy mu ufają w swoim życiu. To dzisiaj jest wielkie święto Miłosierdzia Bożego. Sam Jezus w prywatnym objawieniu św. Faustynie, polskiej zakonnicy na początku XX wieku zlecił, aby zrobiła wszystko, żeby II niedziela po Wielkanocy była w Kościele Świętem Jego Miłosierdzia. Niełatwo jest ufać Bogu, którego nie widzimy, nie słyszymy w świecie gdzie błyszczą piękne bogactwa tego świata, wystawy sklepowe, wielkie sumy na koncie, kariera, władza. Często pokładają ludzie ufność w swojej sile, wykształceniu, układom aniżeli Jezusowi, który umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. Dziś chodzi o ufność – komu w życiu ufam? Sobie? Małżonkowi? Swojej sile i inteligencji? Swoim układom i znajomościom? Swemu zdrowiu i młodości? Talentowi czy cwaniactwu? Komu ufam, komu powierzam swe życie bardziej? Funduszom emerytalnym? Ubezpieczeniom, bankom, lekarzom, wróżbiarzom? W jednej chwili można wszystko stracić i się ogołocić? Komu ufasz w życiu? Dziś Bóg proponuje hasło: Jezu, ufam Tobie! Apostołom też było trudno zaufać Jezusowi, Jego słowom o zmartwychwstaniu. Tomasz musiał aż dotknąć Jezusa i dopiero uwierzył. Lecz kiedy uwierzył diametralnie jego życie się odmieniło, zapanowała radość, pokój i odwaga do dawania świadectwa o Jezusie. Na przykładzie tamtych ludzi i wielu innych, którzy nie byli tutaj wymienieni, spróbuj zaufać Jezusowi w swoim życiu, powierz Mu całego siebie ze swoimi radościami i smutkami. Ufaj Mu a na pewno przyjdzie w twym życiu zmiana, której wszyscy doświadczają, którzy Jemu się powierzyli.

„Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia Mojego osłaniam je przez życie całe, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im Sędzią, ale miłosiernym Zbawicielem”- Jezus do św. Faustyny.

Copyright © Ks. Marek Jodko
www.marekjodko.pl

hastagi na stronie:

#kazanie na dziś #homilia na dziś #kazanie na jutro #kazanie pogrzebowe matki #kazania na ślub #kazanie na Przemienienie Pańskie #kazanie na dzis #Kazanie na dzi #homilia na dzis #homilia na wszystkich świętych

Related posts

Top