V Niedziela Zwykła

Wielkie szczęście miał pewien chory, który przyszedł do Jezusa. Bowiem był to człowiek umierający. Umierający na trąd. Do dziś jest to choroba nieuleczalna, nie ma na nią lekarstwa. Skóra chorego zmienia najpierw kolor i elastyczność, potem pokrywa się wrzodami. Wreszcie zaczynają gnić palce u rąk i nóg, pozostają kikuty, człowiek ślepnie i wreszcie umiera.

W czasach Pana Jezusa chorzy na trąd byli wypędzani z miast i wiosek. Musieli pozostawić swoje rodziny, najbliż-szych, przyjaciół. Zresztą najlepiej obrazuje to dzisiejsze I czytanie z Księgi Kapłańskiej: 2 «Jeżeli u kogoś na skórze ciała pojawi się nabrzmienie albo wysypka, albo biała plama, która na skórze jego ciała jest oznaką trądu, to przyprowadzą go do kapłana (…). 3 Kapłan obejrzy chore miejsce na skórze ciała: jeżeli włosy na chorym miejscu stały się białe i jeżeli znak zdaje się być wklęśnięty w stosunku do skóry ciała, jest to plaga trądu. 45 Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: „Nieczysty, nieczysty!” 46 Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.

A więc chory był skazany na powolne umieranie. Zatem „Pewnego dnia przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz możesz mnie oczyścić. Złamał chory zasadę, że nie można się do nikogo zbliżać, ale w Jezusie wyjąt-kowo szukał pomocy. A „Jezus zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Bądź oczyszczony. Pod żadnym pozorem nie można było zbliżać się do trędowatego a co dopiero go dotykać, bo to groziło zarażeniem się. Jezus go dotyka, „wyciągnął rękę”. „natychmiast go trąd opuścił i został oczyszczony”. Dla chorego znaczyło to nowe życie, narodzenie się na nowo. Radości z pewnością uzdrowionego nie da się wyrazić w słowach. To trzeba przeżyć.
Dlatego zdrowy nigdy nie zrozumie chorego. Tak samo syty głodnego czy bogaty biednego. Zawsze to niezrozumienie i po-działy opinii będą wśród ludzi.
Jezus uratował życie temu człowiekowi. Ratował życie i zdrowie wielu ludziom. Przywrócił przecież życie trzem osobom o których mówią ewangelie. A jedną z nich, był jego serdeczny przyjaciel – Łazarz. Ale mimo, że Jezus wielu lu-dziom pomógł, to trzeba wyraźnie powiedzieć, że za swojego życia jednak większości nie pomógł. Przecież wielu ludzi żyło na świecie i nie powiedział: niech wszyscy będą uzdrowieni z wszelkich chorób, albo – niech ożyją umarli, głodni zostaną nakarmieni itd. A nawet jeżeli chodzi o tych, którym Jezus w jakiś sposób pomógł, to i tak oni później chorowali i umarli. Nawet Łazarz. Więc po co Jezus pomagał.? Dlaczego uzdrawiał, przywracał życie?
Odpowiedź jest jedna – bo szanował każde życie i chciał przez swoją dobroczynność uzmysłowić nam, że ono jest ponad to co się tu dzieje. Życie jest tajemnicą, która wykracza poza ramy czasu i przestrzeni.
Życie ma sens tylko wtedy kiedy ukierunkowane na wieczność. Ono ma pierwiastek boski, którym jest nieśmiertelność. Dlatego życia i jego problemów nie można do końca zrozumieć odrywając jego pojmowanie od wieczności, od tajemnicy, od Boga.
Kto powierzył siebie i swoje życie Bogu, ten znalazł sens życia.
Dlatego dziś jest wiele problemów, które odnosi się do życia. Stawia się przed Bogiem zarzuty, że na świecie jest nie-sprawiedliwość, wojny a jednocześnie odchodzi się od przestrzegania przykazań. Zawiesza się je na haku jak jakieś stare, niemodne, znoszone ubranie, które zastępuje się nowoczesnym krojem lecz ze słabym i kruchym materiałem. Zacznijmy przestrzegać przykazań a problemy same się rozwiążą.
Dziś jest problem z problem z zachowaniem życia i jego godnością. Rządzący niektórych krajów ustalają, kto ma mieć większe prawa a kto mniejsze. Większe mają ci, co są młodzi, zdrowi, liczą się, mają pieniądze.
Natomiast ogranicza się prawa tych, którzy jeszcze nie mogą mówić, czyli poczętych a nienarodzonych tych, którzy już nie mają głosu, czyli chorych, starszych ludzi.
Życie, które powinno być fundamentalną i nienaruszalną wartością jest ciągle atakowane na różne sposoby. Dzisiejsi rządzący, których wybrał naród Polski, chrześcijański od 1000 lat, w swoim programowym statucie mają zabijanie ludzi. Poseł SLD Władysław Adamski powiedział: „Jako zwolennik prawa do godnej śmierci chciałbym pochwalić parlament ho-lenderski za odwagę. Wiem, że poparcie dla eutanazji wyrażam jako pierwszy z polskich parlamentarzystów, ale robię to w pełni świadomie”. A dzisiejszym, niektórym lekarzom jak podają media, czasami jest łatwiej zabijać niż leczyć. Papież, na wieść o zalegalizowaniu przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego ustawy o zabijaniu nienarodzonych dzieci, powie-dział ze łzami w oczach: „Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości”.
Korupcja, rządza pieniądza sprawiła, że człowiek na tyle się dla mnie liczy na ile mogę na nim lub od niego zarobić. Dzisiaj często przyjaźń i znajomości ludzi opierają się wyłącznie na interesie. Jeżeli ktoś jest chory i cierpiący jest niepo-trzebny. Zawadza. Powinien zrobić miejsce innym. Często dzieje się to w rodzinach w relacjach dzieci do rodziców. Mały kąt w mieszkaniu, nie odzywaj się, siedź cicho. Hospicjów ciągle przybywa dla ludzi, którymi już nikt nie chce się zająć w rodzinie.
A gdzie jest szacunek dla życia? Przecież ono prowadzi nas do Boga. Jezus pomagał ludziom nie po to, aby łatwiej im było żyć, ale po to, aby uwierzyli, że życie ich to skarb, który należy chronić. Nie zabijaj! A jak bardzo dziś łamane. Sznuj-my się nawzajem: nawzajem rodzinie, sąsiedztwie. Do kościoła potrafią przychodzić ludzie, którzy czują nienawiść w sercu do sąsiada, członków rodziny. Na ile możemy róbmy wszystko, aby się szanować i pomagać. W rodzinach szczególnie. Dzieciom nie wystarczy dać jeść i wyprać ubranie.
Należy ich uczyć szacunku do życia, osób starszych i chorych. Przede wszystkim odwiedziny: czy każdy wnuk odwiedza dziadków? Czy pyta co im pomóc? Czy chętnie pomaga w domu wyręczając zapracowaną mamę? Czy sam potrafi powie-dzieć miłe słowo na pokrzepienie serca? To są sprawy najważniejsze: szacunek dla życia. Rodzice, którzy na to zwracają uwagę w przyszłości będą szczęśliwi, że nie zostali sami. A łza, która może zakręcić się w ich oku, to będzie łza nie smutku i rozpaczy, ale radości i wzruszenia. Amen.

Copyright © Ks. Marek Jodko
www.marekjodko.pl

hastagi na stronie:

#V niedziela zwykła rok a #kazanie 5 niedziela zwykła A #kazanie VII niedziela zwykła rok a #Kazanie 5 Niedziela zwykła rok A #kazanie V niedziela zwykła rok A #kazanie 5 niedziela zwykła #7 niedziela zwykła rok a kazanie #kazanie na 5 niedzielę zwykłą rok b #5 niedziela zwykła kazanie #5 niedziela zwykła A

Authors
Top