IV Niedziela Wielkiego Postu

Dzisiejsza przeczytana przed chwilą Ewangelia jest zapewne znana każdemu z nas – przypowieść o Synu marnotrawnym lub przypowieść o miłosiernym Ojcu. Ma ona w sobie tyle treści, że starczyłoby to spokojnie na cały rok do omawiania na kolejne niedziele. Jednak zawsze ile razy czytamy Pismo św. tyle razy należy się pytać – co Bóg nam przez te słowa chce powiedzieć: dla mnie, dla mojej rodziny, ojczyzny czy świata? Dziś trwając w czasie Wielkiego Postu i słuchając tej przypowieści należy przypomnieć sobie o pewnych wartościach i zasadach życia o których jest mowa w tej przypowieści.

Właściwie widzimy rodzinę – bardzo zamożnego ojca i jego dwóch synów. Żyli oni dostatnio, ojciec miał wielki majątek, swoich najemników, sługi. Zgodnie z powszechnie obowiązującym zwyczajem w czasach Jezusa, ojciec mógł przekazać swojemu synowi majątek, spisując swoją wolę w formie darowizny jeszcze za życia. W zasadzie to on jeszcze zarządzał tym majątkiem kiedy żył. Ale w niektórych przypadkach mógł rzeczywiście jeszcze przed śmiercią przekazać swój majątek. Podobny zwyczaj panuje w Indiach gdzie po osiągnięciu pełnoletności przez najmłodszego syna, każdy z synów mógł zażądać swojej części majątku ojca. Więc najmłodszy syn wręcz żąda od ojca swoją część mówiąc: daj mi część majątku, która na mnie przypada. To stwierdzenie pokazuje, że musiało się coś mu nie podobać w domu. Opieka i dostatek przy ojcu odczytał jako więzienie i brak wolności, bo zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. Nie docenił wartości rodziny, miłości ojca. Uważał, że życie w oderwaniu od domu, rodziny, obowiązków i miłości będzie rajem dla niego. Wyjechał bardzo daleko, chcąc zapomnieć o wszystkim skąd pochodził gdzie żył i wszystko było dobrze póki miał pieniądze, dobrze się bawił, miał przyjaciół, żył po swojemu, zapomniał o ojcu.
Lecz kiedy stracił wszystko, został sam, wszyscy go opuścili, raj się skończył a zamienił się w głód, samotność i nędzę do tego stopnia, że przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Widzimy jak bardzo stoczył się, że musiał nie tylko przebywać ze świniami, które uchodziły za zwierzęta nieczyste, ale musiał też z nimi szukać pożywienia. Upodlił się i wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem Ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Widzimy, że o ojcu przypomniał sobie wtedy kiedy poczuł się poniżony. Zaczął wspominać dobre czasy, żałować za to co zrobił i postanawia wrócić, lecz rozumiejąc swoją winę już nie domaga się aby być synem, liczy na litość ojca, że go przygarnie a mając w pamięci swoje dawne zachowanie przypuszcza też, że może ojciec go nie przyjąć. A więc sam już nie chce niczego, majątku, bogactwa, a nawet gotów jest wyrzec się swego pochodzenia! Widzimy jak wielka jest jego skrucha i żal. Tylko żeby go znów przyjął i traktował za najmniejszego wśród swoich. Nie chce niczego więcej, bo zrozumiał co uczynił. Więc zdany jest tylko na litość i przebaczenie ojca.
Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. Jak wielkie musiało być zaskoczenie syna. To, że ojciec zobaczył go z daleka oznacza, że czekał na niego od momentu kiedy opuścił dom. Zawsze wypatrywał z troską kiedy jego syn powróci, bo wiedział, że sobie nie poradzi, że się zagubi i będzie płakał. Jednak wiedząc o tym, nie mógł zabronić mu odejścia, nie mógł go zniewolić sobą. I doczekał się powrotu syna. Sam pierwszy rzuca mu się w ramiona a poprzez pocałunek wyraża mu swą ojcowską miłość przebaczenia.
Przywraca mu godność, troszczy się o niego i raduje mówiąc do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Ojciec wyraźnie przebacza winę swego syna, zapomina o jego złym postępowaniu, bo go kocha bardziej niż pojąć i zrozumieć może człowiek a szczególnie jego drugi syn, który był zawsze wierny ojcu i który na wieść o powrocie brata i wielkiej radości ojca oburza się, wybucha złością robiąc wymówki ojcu: tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, abym zabawił się z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten twój syn, który roztrwonił majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Zwróćmy uwagę na zwrot „twój syn”, czyli ten wierny, grzeczny i posłuszny ojcu brat wyrzeka się swego brata.
Nie cieszy się z jego powrotu, gniewa się, roi pretensje ojcu. I znów postawa miłosiernego ojca, który cierpliwie i z miłością tłumaczy synowi: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie (…). A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój (…) zaginął, a odnalazł się. Ojciec przypomina mu, że jest nadal jego bratem mówiąc „ten brat twój”. Poucza go, aby i on się cieszył z powrotu niż z tego co uczynił.
W tej przypowieści widzimy wyraźnie dwie postawy ludzi i odpowiedź Boga na ludzkie grzechy i słabości. Ten pierwszy syn, który odszedł od ojca zabierając swoją część majątku, czyż nie symbolizuje ludzi, którym się dobrze powodzi i którzy zapominają o domu, wychowaniu, rodzicach. Stają się materialistami, ludźmi oświeconymi, Europejczykami, którzy krzyczą: wolność! Wolność w tym co robię, co myślę, nie liczę się z nikim i niczym. Patrzą aby im było dobrze, uważają się za pępek świata, szukają szybkiego i łatwego zarobku, bo widzą to w telewizji i na reklamach jak łatwo i szybko można zarobić pieniądze a patrzą też na skorumpowanych polityków, którzy chodzą bezkarnie i śmieją się z wymiaru sprawiedliwości.. Ważny jest zysk. Co będę z tego miał? – taka jest odpowiedź dziecka w rodzinie, ucznia w szkole, pracownika w zakładzie pracy, sąsiada w kamienicy itd. I tak rosną mali szantażyści, cwaniacy, którzy nie znają co to jest rzetelna praca, obowiązki w domu, nauka w szkole. Prosząc jego o coś trzeba najpierw się zastanowić co za to mu dać. Dorośli kłócą się przy dzieciach, obrażają się na siebie, wyzywają, czasami dochodzi do rękoczynów a dzieci patrzą i dochodzą do wniosku – muszę radzić sobie sam. Żądza zysku i nie liczenia się ze starszymi, brak poczucia obowiązku, to cechy pierwszego syna, który poniżył ojca i odszedł od niego. Ważniejsze dla niego było to co ma niż on sam. Zalegane domy starców, przytuliska i ludzie bezdomni, to ci, którzy mają swoje rodziny, dzieci, lecz sami stracili wszystko i dla nich stali się zbędni, niepotrzebni, bezużyteczne śmieci, które czas powoli zgarnia ze świata żyjących. Jeżeli rodzina nie weźmie się za wychowanie dzieci, podzielą los „rodziców śmieci”.
Drugi syn, to ten który postępował inaczej niż tamten. Wydawałoby się, że stanowi przykład postępowania dziecka w stosunku do ojca i brata. Lecz on też się sprzeniewieżył ojcu. On też go zdradził. Wyparł się brata, zapałał gniewem, kłócił się z ojcem, nie docenił jego miłości, tego co mu zawdzięcza. Też odszedł od ojca w swym zachowaniu i podejściu do niego.
Tego syna można porównać z ludźmi wiernymi całe życie Bogu, uważających się za tych, którzy są sprawiedliwi, lepsi od tamtych pijaków, narkomanów, złodziei, morderców, korzystających z sakramentów, uczestniczących we mszy św. Lecz i w nich widać pewną przewrotność. Swoistego rodzaju pycha i poczucie wyższości sprawia, że nie liczą się z ludźmi będącymi w potrzebie. Iluż jest takich „pobożnych”, którzy w mieszkaniu mają dziesiątki obrazów świętych, są często w kościele, może słuchają Radia Maryja, udzielają się w różnych akcjach, występują chętnie na uroczystościach, lecz gdy przychodzi chwila próby, czyli ustąpienie w jakiejś sprawie, przyznanie innym racji, podanie ręki do zgody wówczas zamieniają się niczym w wilki drapieżne czy hieny i atakują z wściekłością na każdego. Wtedy zapominają o wszystkim w co wierzyli, za co się modlili, do czego się przyznawali. To jest właśnie postawa drugiego syna – niby sprawiedliwy, ale też jest tym, który odchodzi od ojca. I tutaj, w tym miejscu też chcę podkreślić watek rodzinny, który często występuje w rodzinach. Zauważa się rodziny w których rodzice są przykładnymi ludźmi, żyjącymi prawie, pobożnie, lecz ich dzieci stanowią problem wśród innych: w sąsiedztwie, na ulicy, w szkole zarówno pod względem zachowania jak i kultury osobistej do swoich rówieśników, ludzi starszych, nauczyciela, księdza ale też mamy i taty. Rodzice Ci wyraźnie nie umieją przekazać tego w czym sami byli wychowani. Jest to wynik głównie braku równomiernej relacji matki i ojca do wychowywania dziecka a także fałszywego pojęcia dorosłości dziecka i jego decydowania o swoim losie.
Tacy rodzice za bardzo ufają swoim dzieciom i bardzo się niekiedy dziwią i nie wierzą, że ktoś mówi o źle o ich dzieciach. Sami przyjmują postawę obrony syna lub córki mówiąc, że ktoś się ich czepia lub się uwziął i chce go zniszczyć lub pognębić. To jest przestroga dla tych rodziców, aby trzeźwo patrzyli na świat a nie sztucznie bronili i zacierali zło swoich dzieci, bo one patrzą, śmieją się i tym samym mają akceptacje i przyzwolenie do kolejnych złych czynów, bo w rodzicach mają obronę. Wysoce naganne i demoralizujące jest jeszcze to, kiedy rodzice wiedzą, że dziecko zrobiło źle a nie wyciągają z tego wniosków, nie rozliczają za to lub jeszcze gorzej, próbują zatrzeć ślady po to, aby inni patrzyli na nich jak na przykładną i dobrą rodzinę. Taka postawa też nie jest rzadka w rodzinach a szczególnie w tych, których dzieci przynoszą niemałe problemy. Szczęście wtedy, kiedy coś wyjdzie na jaw poza dom rodzinny a ile jest zła, które dzieje się za zamkniętymi drzwiami w domach w relacjach między małżonkami, między rodzeństwem, między dziećmi a rodzicami, miedzy sąsiadami. Czasami przecież słychać przez ścianę w bloku, na chodniku przez otwarte okno czy też nawet będąc w kościele można usłyszeć przekleństwa kłócących się parafian z sąsiednich budynków. Uważajcie zatem starci, pobożni i sprawiedliwi, aby ten drugi syn nie symbolizował waszej postawy.
I ojciec, który jak widzimy jest obrazem Boga, który ma w opiece tych synów, synów, którzy mu się sprzeniewierzają, zdradzają go, odchodzą. Jeden potrzebuje przebaczenia, czeka na miłosierdzie ojca a drugi obraża się na wszystkich i na wszystko. Nie chce nawet wejść na ucztę. Nie chce się radować. W tych postawach synów wyłania się postać miłosiernego ojca, Boga, który obdarza człowieka wielką miłością do tego stopnia, że daje im wolność czynu. Mogą go opuszczać, tracić jego dobra, obrażać go, wyzywać, deptać. Mogą robić z nim wszystko co chcą.
Mogą go miłować i nienawidzić. On jest zawsze cierpliwy i czeka na nas abyśmy wrócili z błędnej drogi naszych grzechów.
Którym synem ja jestem? Niech każdy odpowie sobie patrząc w głąb swego postępowania, w głąb sumienia. Na jakim etapie jestem: czy odejścia, czy powrotu, a może obrażania się na wszystkich, może mam własną filozofię życia nie do końca z Bogiem, filozofię według siebie. Czy zrozumiałem dzisiejsze przesłanie Boga, który nas bardzo kocha i pragnie naszego szczęścia.
On dziś też wygląda ze swej górnej posiadłości i woła do każdego z nas osobno tak jak wołał na początku do Adama w raju: Gdzie jesteś, aby po Twoim powrocie mógł powiedzieć: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył.
Więc Siostro i Bracie – Gdzie jesteś?!

Copyright © Ks. Marek Jodko
www.marekjodko.pl

hastagi na stronie:

#KAZANIE Syn marnotrawny IV Niedziela Postu #iv niedziela wielkiego postu #kazanie na IV niedzielę Wielkiego Postu rok c #kazanie na iv niedzielę wielkiego postu rok c #kazanie o ojci miłosiernym













Authors








Top