IV niedziela Adwentu – rok A

Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia!

Przed kilkoma dniami otrzymałem świąteczna kartkę, na której ktoś z moich znajomych napisał tylko trzy słowa: „Nie prześpij Świąt!” Najpierw pomyślałem, że życzenia te są bardzo prozaiczne, rzec by można – niewiele wysilił się ten kto je napisał. Potem jednak, po głębszym zastanowieniu, doszedłem do wniosku, że słowa te oddają istotę okresu, który niebawem, bo już jutro, się zakończy, istotę Adwentu, czasu oczekiwania. A życzenie „Nie prześpij Świąt” jest niczym innym, jak życzeniem, by nie przegapić jedynej i niepowtarzalnej okazji spotkania z nadchodzącym Chrystusem w tajemnicy Jego Narodzenia.

Najdrożsi!

Kiedy czytamy Ewangelię, która opisuje chwile tuż przed Bożym Narodzeniem, wtedy 2000 lat temu, to nie sposób nie dostrzec podobieństwa ze współczesnymi nam czasami. Także wtedy, gdy Słowo stawało się Ciałem, wielu ludzi nie dostrzegło w tym wydarzeniu nic nadzwyczajnego. Właściciel gospody, do której zapukali poszukujący noclegu Józef i Maryja, odprawił ich, wymawiając się brakiem miejsca. W ten sposób stracił szansę, by przyjąć pod swój dach rodzącego się Boga – ten człowiek przespał swoje Święta. Także inni, dla których narodzenie Jezusa było narodzinami człowieka jednego z tysięcy w tym dniu, a płacz Boga – Człowieka z betlejemskiego żłóbka, był tylko płaczem jakiegoś dziecka, nie dostrzegli znaków, które towarzyszyły Jego nadejściu i swoje Święta przespali.

„Historia kołem się toczy” – powiada przysłowie. Mimo upływu ponad 2000 lat od opisywanego przez Ewangelię wydarzenia, również dziś wielu ludzi nie dostrzega, że Bóg nadchodzi i szuka miejsca dla siebie. Może i my do nich należymy?

Może opanowani żądzą posiadania nie widzimy nadchodzącego Boga w kimś, kto wyciąga do nas rękę prosząc o pomoc?

Może zaślepieni panującą wokół tandetną kulturą oczekujemy już tylko pierwszej gwiazdki, choinki, prezentów i Mikołaja jak z filmów Walta Disneya?

Może, jak powiedziała wczoraj jedna ze znanych aktorek w programie telewizyjnym, uważamy, że puste miejsce zostawione dla niespodziewanego gościa przy wigilijnym stole, to tylko piękna tradycja, ale gdyby taki gość nadszedł, to rodzina chyba by go nie przyjęła?

A może opanowani przez pokusy i grzech zatarasowaliśmy nimi Bogu wejście do naszych serc i mówimy jak ewangeliczny właściciel karczmy: „Tu już nie ma miejsca na nic i dla nikogo innego?

Stawiam te pytania najmilsi Siostry i Bracia, by uświadomić, że również my, ludzie uważający się za wierzących, mających nieraz na ustach wiele pięknych słów o przywiązaniu do wartości chrześcijańskich, możemy znaleźć się w gronie tych, którzy swoje święta przesypiają i tracą tę unikalną szansę, by pozwolić Bogu narodzić się w swych sercach.

Co zatem uczynić, by nadchodzący Zbawiciel mógł się w nas narodzić?

Na tej drodze adwentowego przygotowania do Bożego Narodzenia jest ktoś, kto może być nam pomocą, na kim możemy wzorować się, czekając na rodzącego się Boga. Tym kimś jest Jego Matka-Maryja. Bo jeśli dobrze zastanowić się, czy w dziejach ludzkości był ktoś, kto lepiej przygotował się na spotkanie z rodzącym się Bogiem-Człowiekiem, to trzeba stwierdzić, że to właśnie Ona – Boża Matka najtroskliwiej musiała go oczekiwać.

Jak zatem wyglądało oczekiwanie Maryi? Pierwszym istotnym momentem, który zadecydował o tym, że stanie się ona Matką Mesjasza, było zwiastowanie. I te słowa, będące kluczem do zrozumienia dalszych Jej losów: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego”. Maryja wypowiedziała wtedy swoją zgodę na Boży plan. Nie wiedziała jak dalej potoczy się jej życie, nie wiedziała co się z Nią stanie – wiedziała za to jedno: skoro Bóg przygotował taki plan, to jej zadaniem, jako osoby wierzącej, jest ten plan przyjąć i zrealizować.

My w życiu też mamy często swoje plany. I równie często próbujemy naginać do nich Pana Boga. Stosujemy swoisty szantaż: jak Ty mi Boże pomożesz, to ja wtedy będę lepszy, jak spełnisz Panie moja prośbę, to ja się nawrócę. Próbujemy dyktować Panu Bogu warunki, zapominając, że to On jest tym, który nas stworzył. Denerwujemy się, kiedy Bóg ma inne plany niż my, kiedy chce wejść w nasze życie – i jak w życiu Maryi – pragnie w nas się narodzić. Gdy jednak dobrze zastanowimy się nad naszym życiem, wtedy dostrzeżemy, ze postawa Maryi ze sceny Zwiastowania jest jedyną rozsądną postawą, jaką może przyjąć człowiek wiary. Przyjąć woli Bożej, zgodzić się na Boże plany, zamiast realizować swoje własne – tego nie można jednak uczynić tylko ze ślepego posłuszeństwa. Taka zgoda jest jałowa, nie daje szczęścia. Zgoda na wolę Boga winna płynąć z głębokiego przekonania, że wszystko, co Bóg dla mnie zaplanował, nawet jeśli teraz wydaje się to bolesne i trudne do zniesienia, płynie z Jego miłości do mnie, bo on wie lepiej, niż ja sam, co jest dla mnie dobre i co jest mi potrzebne.

Maryja, mówiąc: „Niech mi się stanie według słowa Twego” godzi się na wszystko, co Bóg dla niej przygotował. Ta postawa owocuje w jej życiu wielką radością. Tak wielką, że udaje się pospiesznie w góry do miasteczka Ain Karim, by podzielić się nią ze swymi krewnymi. Niesie im Jezusa.

To następny punkt, w którym winniśmy Ją naśladować. Nasze chrześcijaństwo jest często smutne, traktowane tylko jako zbiór zakazów i nakazów. Tymczasem potrzeba nam radości wiary, płynącej z faktu, że jesteśmy wybrani przez Boga, aby otrzymać życie wieczne. Takiej radości nie sposób utrzymać w tajemnicy: to dlatego Maryja nie szczędzi wysiłku i rusza w góry. Ona chce tę swoja radość ogłosić całemu światu. My także – jak Ona powinniśmy umieć dzielić się nasza wiarą, umieć złożyć świadectwo. Niech ci, którzy współcześnie nie zauważają przyjścia Chrystusa, spostrzegą, że jest On w nas.

Wreszcie, najmilsi, nasze naśladowanie Matki Bożej winno dokonać się w pełnym miłości przyjęciu Zbawiciela do serca. Jezus chce się rodzić w nas przez sakramenty św., pośród nich przez sakrament pokuty i Eucharystii. Stanisław Wyspiański napisał w jednym ze swoich wierszy: „Nie pomogą świata znachorzy, gdy serca ludzkie boleją rozpaczą, nie pomogą – serc nie przeinaczą”. Jezus przychodząc do naszych serc, chce je leczyć z beznadziei, z rozpaczy, z duchowej nędzy, w którą tak często popadamy. Dlatego jeśli ktoś dotychczasowy czas Adwentu zmarnotrawił, ma jeszcze szansę nie przespać swoich Świąt. Dzisiejsza niedziela niech będzie ostatnim dzwonkiem, budzącym nasze sumienia. A jeśli twoje serce, Siostro i Bracie, jest już czyste, niech nie pozostaje bierne: niech dla Boga obecnego w Eucharystii stanie się betlejemskim żłobkiem.

Siostry i Bracia!

Pan jest już blisko. Wyjdźmy mu na spotkanie. Nie prześpijmy Jego nadejścia. Amen.

ks. Adam Łach

hastagi na stronie:

#IV Niedziela Adwentu rok A #4 niedziela adwentu #MODLITWA WIERNYCH NA REKOLEKCJE ADWENTOWE #Kazania i homilie rok A #IV niedziela adwentu #IV niedziela zwykła Rok A #4 niedziela adwentu rok a #kazanie na 4 niedzielę adwentu rok a #kazanie na IV niedzielę adwentu rok A #4 niedziela zwykła rok a

Authors
  • ks artur

    hmmm fajne kazanko :) pozdrawiam szanowbego kolege

Top