Homilia do przypowieści o synu marnotrawnym.

Najmilsi!

Dziś Jezus stawia nam przed oczy jedną z najpiękniejszych scen w Ewangelii – przypowieść o synu marnotrawnym. Przypowieść bardzo bliską każdemu z nas. Dlaczego?

Otóż chyba każdy człowiek znalazł się w sytuacji młodszego syna. Oczywiście nie znaczy to, że kiedyś opuściliśmy swoich rodziców z częścią majątku. Ale często zdarza się w naszym życiu opuszczać tego, od którego mamy wszystko – opuszczać Boga. I wtedy, jak ów młodzieniec, stwierdzamy: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada”.

W naszym życiu oznacza to, że wszystko, cokolwiek mamy od Boga, rezerwujemy dla siebie. A więc talenty, umiejętności, pieniądze, powodzenie w życiu – wszystko to przestaje służyć Bogu i zaczyna służyć mnie, buduje mój egoizm. Ja mam moje – powtarzam z uporem, jak dziecko, które nie chce pożyczyć koledze zabawki. Wszystko, co mam, służy mnie, ja sam zaczynam służyć samemu sobie. Już nie Bóg jest dla mnie najważniejszy, ale moje zachcianki, popędy, upodobania, przywiązania.

A wtedy dzieje się to, co z synem marnotrawnym. Jesteśmy odarci ze wszystkiego. Bo choć na zewnątrz fasada i blichtr bez zarzutu, wewnątrz nasza dusza pragnie prawdziwego pokarmu duchowego, choćby tych ewangelicznych strąków w postaci krótkiej modlitwy. Niestety, nie może doczekać się tego od grzeszącego egoisty.

I tak brniemy w grzech coraz dalej, przyprawiając duszę o śmierć. Aż zdarzy się w naszym życiu coś, co powoduje, że nagle przypominamy sobie o Bogu – śmierć czy choroba kogoś bliskiego, wypadek, cierpienie, jednym słowem coś takiego, przy czym ludzkie pociechy już nie wystarczą. Wtedy jak syn marnotrawny myślimy „ginę” i ruszamy do domu Ojca.

Siostry i Bracia!

Czy potrzeba takich zdarzeń, aby Bóg mógł się nami cieszyć? Niekiedy tak. Bywa bowiem, że człowiek jest tak zaślepiony, że tylko wielkie cierpienie może go nawrócić. Ale nie u każdego aż tak dramatyczne działanie jest potrzebne. U bardzo wielu ludzi Bóg działa inaczej. Chce, byśmy ciągle zwracali swe zycie ku Niemu, powracali do Niego każdego dnia.

Jak to czynić?

Najpierw musimy uznać własną grzeszność, by nie powtarzać jak wielu to robi: „nikogo nie zabiłem, nikomu nie ukradłem”. A przecież św. Jan Apostoł mówi: „Jeżeli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie okłamujemy”.

Koniecznym warunkiem powrotu do Boga jest wiara w to, że Bóg nie jest surowym sędzią, lecz kochającym, dobrym Ojcem, który zapomina grzechy i przebacza je. To jednak nie wystarcza, trzeba jeszcze żałować za to, co się zrobiło i chcieć poprawy. Wreszcie wybrać się na duchową ucztę – do sakramentu pojednania. I tam paść w ramiona Ojcu, i błagać o przebaczenie.

Kochani!

Czasem zdarza się, że ktoś zachowuje się jak starszy brat z dzisiejszej Ewangelii. I wtedy pojawia się zazdrość, że ten czy ta był zły, nie chodził do kościoła, publicznie grzeszył, a teraz – świętość. I szatan zasiewa w serca uczucie zazdrości, a przecież Jezus powiedział: „Większa będzie radość w niebie z jednego nawróconego grzesznika niż z 99 sprawiedliwych”. I nie wolno nam gorszyć się, że ksiądz przebywa czasem wśród tzw. ludzi z marginesu, rozmawia z nimi, coś wyjaśnia i tłumaczy. Przecież lekarza potrzebują nie zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają.

Kiedy Ojciec św. w czerwcu 1991 r. był w Płocku, odwiedził więzienie. Podniosły się głosy krytyki. „Jak to, ja tyle lat jestem porządnym katolikiem i obejrzę papieża tylko z daleka, a ci zbrodniarze, mordercy, złodzieje, oszuści będą go mieć na wyciągnięcie ręki?”

Kochani, nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Dla wielu tych więźniów była to jedna jedyna w życiu szansa zmiany życia, nawrócenia. Dlaczego? Bo skoro przyjeżdża do nich sam papież, tzn. że oni dla niego są kimś ważnym. Skoro są ważni dla papieża, to i dla Boga. A przecież największym problemem przestępców jest to, że najczęściej nie wierzą w to, że ktoś ich kocha. A skoro Bóg ich kocha, to chce im przebaczyć. Ta wizyta naprawdę mogła wielu pomóc w uwierzeniu, że Bóg im odpuszcza winy, a co za tym idzie – pomogła w zmianie życia.

Dlatego dla nas wszystkich – tych wielkich grzeszników i tych, którzy niewiele grzeszą – najważniejszą rzeczą jest wiara w to , że Bóg nas kocha i chce nam przebaczyć grzechy. Wykorzystajmy zatem tę szansę i wróćmy do domu Ojca. Amen.

Ks. Adam Łach

hastagi na stronie:

#kazanie o synu marnotrawnym #syn marnotrawny kazanie #przypowieść o synu marnotrawnym #homilia o synu marnotrawnym #syn marnotrawny homilia #kazanie o przebaczeniu #syn marnotrawny komentarz #przypowieść o synu marnotrawnym tekst #kazanie dla dzieci o synu marnotrawnym #kazania o synu marnotrawnym

Authors

Related posts

Top